David Friedrich Schulze, “Podróż z Turyngii w śląskie Góry Olbrzymie: przez Saksonię, Szwajcarię Saską i Górne Łużyce, z przystankami na Oybinie i w Unięcicach” (1802)

55,23  z VAT

oprawa twarda szyta

format 130 x 215 mm

192 str.

papier Munken Premium Cream 90 g/m

12 całostronicowych ilustracji + 2 na wyklejkach

wstążka-zakładka

spis nazw miejscowych

DOBIERZ DRUGI TYTUŁ I NIE PŁAĆ ZA WYSYŁKĘ DO PACZKOMATU – OD 100 ZŁ DOSTAWA GRATIS

Na stanie (może być zamówiony)

Opis

PREMIERA!

David Friedrich Schulze, “Podróż z Turyngii w śląskie Góry Olbrzymie: przez Saksonię, Szwajcarię Saską i Górne Łużyce, z przystankami na Oybinie i w Unięcicach” (1802)

wyd. oryginalne: “Reise von Thüringen durch Sachsen, die sächsische Schweiz und die Oberlausitz, über Oybin und Meffersdorf in das schlesische Riesengebirge” (Leipzig 1804)

 

David Friedrich Schulze, urodzony 9 czerwca 1775 roku w Tiefensee koło Düben (Saksonia), rozpoczął naukę w szkole średniej w wieku 13 lat w Torgau; po studiach w Lipsku w latach 1793–1796 pracował tamże jako nauczyciel domowy do roku 1799; następnie przybył do Budziszyna, gdzie został nauczycielem domowym i wychowawcą u rodziny ówczesnego marszałka sejmiku Gottloba Adolfa Ernsta von Nostitz und Jänkendorf (1765–1836), późniejszego ministra rządu w Dreźnie; po sześciu latach (1805) wyjechał jako zastępca pastora do Waldau, a w 1806 r. jako diakon do Bernstadt. 9 czerwca tegoż roku poślubił Eleonorę Louisę z d. Krieger z plebanii w Gräditz. Zyskał renomę jako katecheta i kapelan w sierocińcu i więzieniu w Żytawie, w którym to mieście 9 sierpnia 1804 roku wygłosił swe pierwsze kazanie. Zmarł po krótkiej chorobie w Waldheim w Saksonii 27 lipca 1810 roku.

 

Książka zawiera opis jego pieszej wędrówki odbytej we wrześniu 1802 roku. Jej trasa wiodła przez Herrnhut, Żytawę, Oybin, Frýdlant, Lázně Libverda, Unięcice, Świeradów Zdrój, Szklarską Porębę, Cieplice, Jelenią Górę, Kowary, Gryf i Lubań do Zgorzelca. Znajdziemy tu m.in. szczegółowe sprawozdania z wizyt w osadzie Braci Morawskich w Herrnhut oraz w pałacu znanego naukowca A. Traugotta von Gersdorfa w Unięcicach, relacje z Oybina, Smreka, Chojnika i Śnieżki, a także jedyny znany opis noclegu w legendarnej Michelsbaude przy Starej Drodze Celnej w Wysokim Grzbiecie Gór Izerskich. Lekturę pogłębiają dygresje historyczne, a mnogość szczegółów dotyczących życia codziennego i otoczenia pozwala czytelnikowi przenieść się w czasie i obserwować świat oczami wędrowca sprzed ponad dwustu lat.

 

Autor ilustracji, Adrian Zingg, urodzony w 1734 r. Sankt Gallen w Szwajcarii, uczył się sztuki miedziorytnictwa od swego ojca, z zawodu skrawacza stali. Po praktykach u artystów berneńskich wyjechał na siedem lat do Paryża, a w 1764 został zatrudniony w nowo założonej Akademii Drezdeńskiej. W tym czasie poznał i pokochał tereny przełomu Łaby na sasko-czeskim pograniczu, i to on wraz z innym działającym w Dreźnie Szwajcarem, Antonem Graffem (1736–1813), nadał im nazwę „Szwajcarii Saskiej”. W 1769 r. Zingg został powołany na członka Wiedeńskiej Akademii Sztuki, a w 1787 r. — Pruskiej Akademii Nauk w Berlinie. W roku 1803 został mianowany profesorem miedziorytnictwa w Akademii Drezdeńskiej, a następnie otrzymał tytuł nadwornego miedziorytnika dworu saskiego. Zmarł w 1816 r. w Lipsku.

 

Wydanie zapoczątkowuje serię “Navigare Necesse Est” – historycznych relacji podróżniczych z regionu Karkonoszy i Gór Izerskich. W przygotowaniu kolejne tomy: A. Traugott von Gersdorf “Dzienniki podróżne. Część pierwsza: 1765-1780”; J.C.F. GutsMuths “Moja podróż po ojczyźnie: z Turyngii w Góry Olbrzymie aż po źródła Łaby i przez Czechy w Góry Kruszcowe” (1799); anonim “Podróż w Karkonosze i sąsiednie okolice Czech i Śląska w roku 1796”.

 


 

David Friedrich Schulze, “Podróż z Turyngii w śląskie Góry Olbrzymie przez Saksonię, Szwajcarię Saską i Górne Łużyce, z przystankami na Oybinie i w Unięcicach” (1802)

 

Przełożył Marcin Wawrzyńczak

Konsultacja językowa: Tomasz Płóciennik, Jowita Selewska, dr Łukasz Tekiela, Jürgen Wegerich

Korekta: Tomasz Płóciennik, Grzegorz Tomicki, Ewa Wawrzyńczak

Ilustracje: Adrian Zingg

Skład: PontonStudio

 

oprawa twarda szyta

format 130 x 215 mm

192 str.

papier Munken Premium Cream 90 g/m

12 całostronicowych ilustracji + 2 na wyklejkach

wstążka-zakładka

spis nazw miejscowych

ISBN 978-83-959324-2-7

Wydawnictwo Wielka Izera 2021

 

DOBIERZ DRUGI TYTUŁ I NIE PŁAĆ ZA WYSYŁKĘ DO PACZKOMATU – OD 100 ZŁ DOSTAWA GRATIS

 

Spis treści

Herrnhut. Domy wspólnotowe. Sala modlitewna. Cmentarz. O wspólnocie. Żytawa. Oybin

Frýdlant. Wallenstein. Lázně Libverda. Klasztor Hejnice

Unięcice. Biblioteka. Rozmaite zbiory. Aparatura fizyczna. Modele. Szlifiernia granatów. Okolica. Dzień na Smreku. Świeradów

Bilý Potok. Smédava. Souš. Huta szklana. Leśnik Karl. Wysoki Kamień. Szklarska Poręba. Wodospad Kamieńczyka. Marysin. Wodospad Szklarki. Witriolejnia. Piechowice. Chojnik. Cieplice. Jelenia Góra. Rafineria cukru. Helikon. Kavalierberg. Staniszów. Witosza. Grodna. Ścięgny. Bukowiec. Kowary. Dzień na Śnieżce

Kowary. Gryf. Lubań. Zgorzelec. Górnołużyckie Towarzystwo Naukowe. Mgr Schwarz. Święty Grób pod Zgorzelcem. Landeskrona. Spostrzeżenia na temat Górnych Łużyc, w tym zwłaszcza Serbołużyczan

 

“O pierwszej wszyscy byli już na nogach. Wiedzieliśmy, że pan von Gersdorf przykłada wielką wagę do punktualności, toteż kwadrans na drugą całe towarzystwo zdążyło już zgromadzić się w sali. Większość z nas wyposażyła się w solidną laskę, a do butów przypięte miała żelazne raki, które wielce ułatwiają wspinaczkę. Następnie pochód ruszył w drogę. Razem ze służącymi i tragarzami składał się z nie mniej niż dwudziestu osób. Kilku rosłych chłopów objuczyło się wielkimi wypakowanymi koszami, dwóch innych niosło na krzesełku kołyszącym się między dwoma drągami pana von Gersdorfa, który dzisiaj udawał się na Smreka po raz osiemdziesiąty, kilku zajęło się latarenkami i tak pomaszerowaliśmy przez milczącą noc. Było bardzo ciemno, dlatego musieliśmy trzymać się blisko jeden drugiego. Wiał zimny wiatr i marzliśmy okrutnie, gdyż za radą naszego przewodnika ubraliśmy się lekko. Tu i tam po niebie przepływały obłoczki, a na wschodzie wyłaniał się lśniący Orion. Najpierw musieliśmy wejść na Czerniawską Kopę, która wznosi się przed Smrekiem i tak jak całe przedgórze zbudowana jest z łupka. Damom nie podobała się ta wspinaczka, tu i ówdzie dały się słyszeć narzekania, obawiałem się niemiłych komplikacji. Jednak po pół godzinie zaczęło nam się iść coraz lepiej. Czyste, rześkie górskie powietrze tak nas chłodziło, tak orzeźwiająco przepełniało płuca, że wnet wszystkim zrobiło się lekko i przyjemnie. W ustalonych miejscach karawana zatrzymywała się, byśmy mogli odsapnąć i uniknąć przegrzania. Las, przez któryśmy szli, jest miejscami naprawdę wspaniały. Niczym świątynne kolumny pną się ku niebu ogromne świerki, przypominając o pięknie i bogactwie okolicy. Tak wspinaliśmy się gęsiego przez blisko dwie godziny, potem podłoże zrobiło się wilgotniejsze i wnet zaczął się śnieg i lód. Nikt jednak nie narzekał. Na wschodzie wstawał świt, początkowo w postaci szarawych pasm. Potem zrobiło się jaśniej, coraz wyżej wznosił się lśniący łuk, coraz obficiej rozlewało się światło po niebieskim firmamencie nad drzemiącą planetą. Blask gwiazd przygasał tym bardziej, im wyżej byliśmy, teraz pływały one w szarości poranka, emitując nieruchome, mdłe światło. Pospieszyliśmy, by znaleźć się na szczycie. Pan von Gersdorf kazał tu zbudować dwie wiaty, jedną po wschodniej, drugą po zachodniej stronie. Udaliśmy się do tej pierwszej. Na górze zastaliśmy już kilku tragarzy, zgromadzonych przy dużym ognisku. Kamerdyner rozstawił też już lunety. Damy były mocno zmarznięte, zmieniały obuwie, otulały się płaszczami i przysuwały do trzaskającego ognia. My mężczyźni, jako wytrzymalsi, wzgardziliśmy tym i udaliśmy się na dwór do lunet. Pan von Gersdorf zauważył zaraz, że wierzchołek pobliskiego Stogu przesłoni nam sam moment wschodu tarczy słonecznej. Szybko pobiegłem w bok przez zarośla, by lepszą zająć pozycję, co też mi się udało. Wszyscy w milczeniu i z napiętą uwagą oczekiwali teraz na wielki spektakl. Gwiazdy coraz bardziej bledły, coraz mocniej nabrzmiewało morze światła. Niczym świetlisty dym rozchodził się na boki białawy opar, przed nami w różowoszarej mgle majaczyły Karkonosze, pod nami, w niepewnym odblasku poranka, niczym we śnie, rozpościerał się ląd. Niebo przyozdobiło się teraz purpurą, wschodni horyzont zapłonął rozjarzonym złotem, z drżeniem przefrunął nad nami skrzydlaty wschodni wiatr, oznajmiając zbliżanie się władcy, ognisty promień dotknął Śnieżki na prawo od nas — i oto wyłoniło się ono, wiecznie ogromne i doskonałe słońce, kąpiąc ląd w blasku swego majestatu i przenikając wszystko wszechmocnym życiem, skały i lasy, góry i lądy powstały ze starej nocy i rozjarzyły się natchnionym ogniem, a człowiek w najgłębszym zakamarku duszy poczuł zbliżanie się bóstwa i pogrążył w milczącym uwielbieniu — przyjacielu, nigdy tak boski żaden nie wydał mi się poranek! Z drżącą piersią głodnym lgnąłem spojrzeniem do promiennego świata na górze, który nowym życiem puls natury przesączał, aż ogień oślepił me oczy. Jakiż poranek! Jakiż ogrom wokół mnie! Jakaż świętość we mnie! O, byliby grzesznikami poganie, gdyby słońca nie czcili!”

(fragment)

 

 

Opinie

Na razie nie ma opinii o produkcie.

Napisz pierwszą opinię o „David Friedrich Schulze, “Podróż z Turyngii w śląskie Góry Olbrzymie: przez Saksonię, Szwajcarię Saską i Górne Łużyce, z przystankami na Oybinie i w Unięcicach” (1802)”