Cosmus Flam, “Solne bociany. Opowieść o izerskich szmuglerach z czasów króla Fryderyka. Wydanie ilustrowane”

49,98  z VAT

Cosmus Flam, Solne bociany. Opowieść o izerskich szmuglerach z czasów króla Fryderyka. Wydanie ilustrowane

przełożył: Marcin Wawrzyńczak

współpraca: Jowita Selewska

fragmenty ześląszczył: Adrian Górecki (ponaszymu.pl)

korekta: Tomasz Płóciennik, Ewa Wawrzyńczak

okładka i ilustracje: Martyna Damięcka

typografia i skład: PontonStudio

format 125 x 195 mm

172 str., w tym 8 barwnych ilustracji, mapa

oprawa twarda szyta

papier Munken Premium Cream 115 g/m

ISBN 978-83-959324-1-0

Dobierz drugi tytuł i nie płać za wysyłkę do paczkomatu – przy zakupach od 100 zł wysyłka GRATIS

Na stanie (może być zamówiony)

Opis

Niesamowity księżyc w pełni wzeszedł nad górami. Doliny spowiła noc. Całkiem na zachodzie nad krawędzią nieznanych lasów wisiała Gwiazda Wieczorna. Siwy Flins stał milczący i samotny pośród starych jodeł pod granatowym firmamentem, na którym zabłysły właśnie pierwsze gwiazdy…

 

Jest rok 1768. W Górach Izerskich, na pograniczu pruskiego teraz Śląska i habsburskich Czech, grasują przemytnicy.  By ominąć wysokie podatki, nocami szmuglują przez góry tanią sól z czeskiej strony, działając na szkodę państwa Fryderyka Wielkiego. Kulawy wachmistrz Blankenburg nie jest w stanie sam ich wyśledzić, pisze więc do starosty von Wappera z prośbą o wsparcie.  Na miejsce przybywa oddział dragonów pod wodzą porucznika von Thaddena. Jego podejrzenia wzbudza graniczna gospoda „Pod Mokrym Kotem”, która za cały personel ma zalotną Libuszę, flirtującą z austriackim strażnikiem granicznym, chorążym Deutelmoserem. Gdy po wymianie ognia z przemytnikami ginie jeden z dragonów, sprawa robi się autentycznie gardłowa…

Powieść historyczna, baśń, dreszczowiec, komedia – to wszystko (i więcej) udało się zmieścić Cosmusowi Flamowi w Solnych bocianach, opowieści o przemytnikach soli w Górach Izerskich w drugiej połowie XVIII wieku. Nakreślona na tle wydarzeń dziejowych – podbicia habsburskiego dotąd Śląska przez Prusy pod wodzą króla Fryderyka II Wielkiego – osadzona jest w realiach izerskiej przyrody i tutejszego życia, ujętych z dużą wnikliwością. Prawdopodobnie stanowi efekt pobytu autora w Szklarskiej Porębie (Schreiberhau) albo Świeradowie Zdroju (Bad Flinsberg) w 1934 roku, kiedy powstała. Poetyckiej i rzeczowej jednocześnie prozie Cosmusa Flama trudno się oprzeć, a jego podwójny portret izerskiej krainy – tej historycznej i tej jemu współczesnej – nie znajduje odpowiednika w żadnym innym dziele.

Cosmus Flam, autor kilku powieści, urodził się jako Josef Pietsch w Groß-Nädlitz (dzisiaj Nadolice Wielkie) pod Wrocławiem 21 lutego 1899 roku. Wychowywał się we Wrocławiu. Po ukończeniu tamtejszego uniwersytetu pracował jako urzędnik. Zaginął w trakcie oblężenia miasta w 1945 roku. Solne bociany to pierwsze jego dzieło ukazujące się po polsku.

“Cysaroki czy Prajzoki? Dolny Ślōnsk, gōry, prziroda, ludzke historje i kōnflikt mocarstw w tle. To wszyjsko znojdziecie w tyj ksiōnżce, do keryj dodalimy tyż trocha… ślōnskij godki. Polecōmy!” – ponaszymu.pl

 

Cosmus Flam, Solne bociany. Opowieść o izerskich szmuglerach z czasów króla Fryderyka. Wydanie ilustrowane

przełożył: Marcin Wawrzyńczak

współpraca: Jowita Selewska

fragmenty ześląszczył: Adrian Goretzki (ponaszymu.pl)

korekta: Tomasz Płóciennik, Ewa Wawrzyńczak

okładka i ilustracje: Martyna Damięcka

typografia i skład: PontonStudio

format 125 x 195 mm

172 str., w tym 8 barwnych ilustracji, mapa

oprawa twarda szyta

papier Munken Premium Cream 115 g/m

ISBN 978-83-959324-1-0

 

Dobierz drugi tytuł i nie płać za wysyłkę do paczkomatu – przy zakupach od 100 zł wysyłka GRATIS

 

Martyna Damięcka zajmuje się ilustracją, grafiką i rękodziełem. Ukończyła Wydział Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w Pracowni Projektowania Książki i Publikacji Cyfrowej. W swojej pracy preferuje stosowanie tradycyjnych narzędzi. Inspiruje ją natura, folklor, mistycyzm, sztuka średniowieczna, symbolizm, surrealizm, sny, ikony oraz baśnie.
Ilustracje (łącznie osiem) zostały wykonane ręcznie na papierze – bez użycia technik cyfrowych.
 
Fragmenty napisane w oryginale śląską gwarą góralską (Gebirgsschlesisch) oddane zostały współczesną mową śląską, czego dokonał Adrian Goretzki (ponaszymu.pl).

 

A wielkie, złotem podpalane chmury ciągnęły nad górami jak ogromne, płynące pałace, jak bucentaury, jak chwiejne góry lodowe, jak rozkołysane wyspy, jak ogromne karawele z wydętymi żaglami, jak kraje, co z wieczności przychodzą i w wieczność odchodzą…

 

Książki pod ręką:

Wydawnictwo Wielka Izera znów “to zrobiło”, co oznacza, że dostaliśmy do czytania i delektowania się kawał dobrej literatury. Tym razem jednak nie są to relacje podróżników, ale powieść o izerskich przemytnikach, zwanych “solnymi bocianami”.

“Księżyc zachodził już nad Czechami. W końcu górski las przeciął go na pół, tak że wyglądał jak piracki statek, który na ciemnym wybrzeżu wpadł na mieliznę. Zatlił się ciemniejącym płomieniem i zabarwił odległe skraje lasów na brudnożółto. Była to niezwykła noc. Żadna żywa istota nie wyściubiała nosa ze swego domostwa. Borsuk spał w jamie, lis w norze, mysz w dziurze, żaba w kałuży, krowa w oborze, człowiek w domu, a sam Bóg wysoko w niebiesiech.
Tylko jedenastu szmuglerów siedziało na Szklanym Szpicu i odpoczywało. Gdy Długi wstał, podnieśli się też pozostali i niczym cienie zaczęli trawersem schodzić w dół”.

Historia ta łączy w sobie zagadkę kryminalną (kim jest tajemniczy przywódca przemytników? Kto wie, czy ten człowiek-legenda naprawdę istnieje?), opowieść łotrzykowską (przemytnicy z powodzeniem”grają na nosie” pruskim policjantom i ku radości całej okolicy są nieuchwytni), klimatyczne opisy górskich szlaków (które autor znał i kochał, to się po prostu czuje) oraz nieco grozy (mokradła i pojawiające się na nich legendarne straszydła, tajemnicze morderstwo w gospodzie „Pod Mokrym Kotem”). Kto wędrował nocą po lesie i zobaczył nagle zapalające się w mroku światełka, ten wie, co znaczy dreszczyk na plecach. I nieważne, że to tylko zwierzęta, które popatrzą na nas i odejdą w sobie tylko wiadomych sprawach. Wyobraźnia już pracuje!

“Tu w górze jednak stary siwy Flins stał milczący i samotny pośród grubych ciemnych jodeł w purpurowym mroku. Na wschodnim nieboskłonie, za dolinami, księżyc kołysał się nad nieruchomymi grzbietami niczym okręt-widmo, wielki i złoty, a góry spowijał płaszcz tajemnicy i potęgi. W lesie panował osobliwy nastrój. Pomiędzy nastroszonymi jodłami srebrne promienie kłuły zarośla jeżyn. Głazy połyskiwały metalicznie, księżycowa poświata kładła się niczym piana na krzakach jagód, a skały Flinsa rozjarzyły się nagle upiornie, zamigotały i zapłonęły przyćmionym blaskiem. Kto zna noc?”.

“Solne bociany” czyta się z ogromną przyjemnością. To również zasługa tłumacza, a więc Marcina Wawrzyńczaka (Mars Wawrzyn), który z dbałością odtwarza dialogi, bawi się gwarą i jest przewodnikiem czytelników po izerskich bezdrożach. Marcin mieszka w Izerach, a opisy gór i szlaków w jego tłumaczeniu – to wręcz żywe obrazy. Czuje się miękkość mchu pod stopami, widzi imponujące głazy, słyszy szum drzew i górskich strumieni, ogląda zachody słońca, rzucające cienie na skalne ściany.

Wreszcie “Solne bociany” to po prostu ważna część historii dolnośląskiej ziemi, którą warto poznać. Osiedliliśmy się tutaj i jesteśmy to winni poprzednim mieszkańcom. W ten sposób ich opowieść i nasza ma szansę stać się wspólna. (Książki pod ręką, 4 lipca 2020)

 

Dziś chciałem Wam polecić „Solne bociany” – rzecz o Górach Izerskich.

Opisywana historia mogła wydarzyć się wszędzie tam, gdzie istnieją granice, gdzie przedsiębiorczość prostego człowieka napotyka na administracyjne bariery…Nasza ma miejsce w Sudetach, głównie w Górach Izerskich, w których wtedy przebiegała granica śląsko-pruska. Przywołuje zatem czasy dość odległe, połowę XVIII wieku. Intratny, ze względu na wysokość ceł, przemyt soli stanowi główne tło opowieści.

Mnie urzekł klimat książki, na który składają się między innymi tajemniczo brzmiące, oryginalne niemieckie nazwy miejscowości, gór, rzek, miast i osad oraz piękne, zwięzłe, opisy natury.

Tłumacza „Bocianów” mam za Poetę, choć jest Przedsiębiorcą z krwi i kości twardo stąpającym po ziemi i walczącym o miejsce w świecie dla swojego Wydawnictwa. Z tłumaczenia byłby bardzo zadowolony nieodżałowany wielki autorytet, znawca, teoretyk translacji Stanisław Barańczak.

Nie sposób bowiem przejść do porządku dziennego bez głębokiego zachwytu nad takim choćby zdaniem o zamku Talckenstein: „Sowom jest za mieszkanie, wiatrom za punkt orientacyjny, piorunom za cel, borsukom za norę, a ludziom za miejsce strachu i lęku”.

I dalej: „Jodły dymią w niebo niczym kadzielnice, a pomiędzy ich ciemnymi skupiskami drży powietrze”.

A gdyby Was te dwa króciutkie fragmenty nie przekonały, czytajcie to: „Lato tego roku było zimne i deszczowe. Jednak w połowie sierpnia nadeszło piękne, dojrzałe polecie, potem kryształowo czysta wczesna jesień, potem barwna, świetlista, zdobna pełnia jesieni i wreszcie krótka, lecz niepowtarzalna późna jesień i pojesień. Takie są pory roku w Górach Izerskich”.

Polecam Wam z pełnym przekonaniem tę książkę i namawiam Wydawcę do jak najszybszego wznowienia – tym razem z ilustracjami!

(Henryk Rączka, Antykwariat “Filar”)

 

Dobierz drugi tytuł i nie płać za wysyłkę do paczkomatu – przy zakupach od 100 zł wysyłka GRATIS

Opinie

Na razie nie ma opinii o produkcie.

Napisz pierwszą opinię o „Cosmus Flam, “Solne bociany. Opowieść o izerskich szmuglerach z czasów króla Fryderyka. Wydanie ilustrowane””